sobota, 25 lutego 2017

Strach właśnie po to istnieje, by go zwyciężyć. Nasze sposoby na walkę z potworami, które mieszkają w głowie Pana Bonaniasza

Do tego postu zbierałam się bardzo długo, bo nie da się ukryć, że odkąd mieszka ze mną Bono stałam się swego rodzaju specjalistą do spraw pokonywania jego lęków. Przez długi czas czułam się bardzo osamotniona z jego lękami, żaden behawiorysta nie był w stanie nam pomóc, a książkowe metody wydawały się śmieszne kiedy patrzyłam na to w jakim stanie jest (wyobraźcie sobie psa, który wyrywa sobie pazury na betonie próbując zwiać ze smyczy i wyciera poduszki łap, tak bardzo, że w 5 sekund i on i ja cali pływamy we krwi i pomysł coby wydawać w tym momencie smaczki i w ten sposób kojarzyć mu to z czymś dobrym, nie wiem jak wy, ale kiedy ktoś próbował by mnie zabić w lesie, a ktoś inny zakazał mi ucieczki i zaczął wmuszać jedzenie...zdecydowanie nie była bym zadowolona :P tak więc, zaczęłam kombinować sama, od czasu do czasu spotykając się z kolejnym behawiorystą czy trenerem, żeby omówić jego problemy, ale przede wszystkim rozmawiają z ogromną ilością ludzi z całego świata o psach podobnych do Bono.Okazało się, że jest ich znacznie więcej niż mogłam sobie wyobrazić, te rozmowy bardzo mi pomagały, stworzyliśmy swego rodzaju grupę wsparcia. Jednak od pewnego czasu, dostaję coraz więcej (dosłownie kilka razy dziennie) pytań o pomoc i opis tego co ja robiłam z moim trzpiotem, a ja zawsze starałam się pomóc tak bardzo jak tylko się da, żeby nie zaszkodzić, jednak pytań jest coraz więcej więc powstaje też ten post, chociaż my wciąż walczymy to myślę, że u mniej psychicznych pieseczków nasze metody mogą pomóc.

Po pierwsze badania ! 
To bardzo ważne, kiedy widzicie coś niepokojącego u swojego psa, żeby zrobić dokładne badania (my robiliśmy morfologię, trzustkę, tarczycę i prześwietlenie całego ciałka). Często okazuje się, że bez odpowiednich leków szkolenie nic tu nie zmieni, a jedynie zatuszuje problem. Bardzo wiele moich znajomych po latach bezskutecznej walki z psami udało się do weta i odkryło, że wszystko to co pokazywał ich pies to objawy choroby, a nie złośliwości czy złego wychowania.

LEKI, PÓJŚCIE NA ŁATWIZNĘ CZY KONIECZNOŚĆ ? 
Na rynku aktualnie mamy całą gamę leków, które mają pomóc naszemu psu w pokonaniu strachu i zyskaniu większej pewności siebie, jednak czy warto faszerować nimi naszego psa ? Moim zdaniem trzeba zacząć od szkolenia, które wspomóc można naturalnymi lekami lub po prostu ziółkami, to bezpieczne i nie wprowadza nieodwracalnych zmian do organizmu naszego psa. Co dokładnie mam na myśli ? Tutaj sami musicie poszukać, bo na każdego psa zadziała coś zupełnie innego. Ja na początku naszej drogi podawałam (nie na raz ;) ) wodę z lawendą (obok warto postawić też zwykła, Bono świetnie sobie radził z piciem tej lawendowej, jednak czasami sięgał też po zwykła, był to jego wybór), feromony DAP (my mieliśmy obrożę, działają one zupełnie inaczej na każdego psa u nas...brak efektów),aronie,  drożdże browarnicze (wspomagają układ nerwowy). Możemy też stosować coś mocniejszego, ale wciąż nie powodującego zbyt mocnych skutków ubocznych są to wszelkie leki jak calmaid, czy forcalm, które zawierają tryptophan.. Ostatecznością są jednak psychotropy, kiedy wszystko zawiedzie, dużo osób decyduje się na nie. Są to już bardzo mocne leki, które przyjmuje się przez dłuższy czas, zazwyczaj silnie uzależniające i powodujące stałe zmiany hormonalne w ciele psa, dostaniemy je u wybranych weterynarz na receptę, często są to leki ludzkie. Moim zdaniem zatem, jeśli podawać psychotropy to tylko i wyłącznie w bardzo odpowiedzialny sposób, pod okiem specjalistów (wet + behawiorysta) i w odpowiedniej dawce przez odpowiedni czas, nieustannie bardzo odpowiedzialnie pracując z psem, w pełni znając i licząc się, z konsekwencjami ich podania. Bono był na psychotropach (anafranil'u ludzkim) przez 4 msc, jednak nie odnotowałam większych zmian w jego zachowaniu i w porozumieniu z kilkoma bardzo mądrymi osobami zrezygnowaliśmy z nich zupełnie, więc wbrew powszechnym opinią nie są to tabletki magiczne, które natychmiastowo pomagają nawet najgorszym przypadku, czasami się tak zdarza...ale niestety nie zawsze. Tak, więc jeśli psychotropy to już jedyne co może pomóc wam żyć normalnie, spróbujcie, ale bardzo odpowiedzialnie i nie licząc na cuda.

Kilka zasad życia codziennego :
1.Jak najbardziej uporządkowane życie. Kiedy nic Cię, nie zaskakuje, dużo łatwiej poczuć się pewniej. Ustaw stałe pory karmienia, stałe pory spacerów ich miejsca, trenujcie w określonych dniach z precyzyjnym planem, po prostu staraj się pokazać psu, że życie ma określony porządek, a łatwiej będzie mu się odnaleźć, chociaż dla Ciebie to może być nieco skomplikowane to wystarczy się bardzo postarać (świetnie uczy planowania, w życiu się nie nauczyłam tak pięknie wszystkiego notować jak przez ostatni rok ;) )
2.Pozwól się wysypiać twojemu psu. Czasami problemy biorą się z braku odpowiedniej ilości snu, dla mnie zupełnie normalne jest, że moje psy śpią po 12/15h. dziennie, ale znam przypadek kiedy borderek spał około 7h., a nawet kiedy ,,spał'' cały czas budził się nawet przez najmniejszy hałas, powodowało to zaniepokojenie i lękliwość, wystarczyło jednak nauczyć go odpoczywać i nie zabierać ze sobą do pracy, a problemy zniknęły. Więc niech  pies ŚPI przynajmniej 10 godzin dziennie, jednak to musi być sen, a nie tylko drzemanie, jeśli macie z tym problem naucz psa odpoczywać, nie tylko w domu, ale też w obcych miejscach.
3.Zaspokój potrzebę gryzienia u swojego psa. Psy, które przeżywają tak ogromną ilość stresu muszą kiedyś go rozładować i właśnie tutaj przydadzą się gryzaki. Dziennie około godzina memłania to u nas minimum, ten czas psy spędzają w klateczce w tle słuchając muzyki uspokajającej dla psów, ja natomiast czasami zarzucę leniwym ,,dobrze'', żeby pokazać, że uczestniczę w całym tym rytuale i wspieram je niejako.
4.Codzienne treningi też mogą świetnie wzmocnić pewność siebie u psa, moim zdaniem najlepiej tutaj działa kształtowanie klikerem (jednak takie, gdzie pies odnosi ogromne ilości sukcesów, a nie gdzie tylko się stresuje i nie wie o co chodzi) i wszystkie zabawy gdzie pies używa nosa, od tropienia użytkowego, przez sportowe do chowania smaczków po domu. Najważniejsze, to cały czas wspierać psa i pozwalać mu na sukcesy, w ten sposób utrwalamy go w przekonaniu, że jest nad psem, który może zrobić wszystko i jest opcja, że przypomni sobie o tym w momencie kiedy się czegoś przestraszy.
5.Ruch fizyczny jest dość mocno kontrowersyjną sprawą, niektóre psy rzadziej mają napady lęków kiedy są odcięte od wszelkiej aktywności fizycznej (jedynie psychiczne w dużej ilości), inne jednak najlepiej zachowują się kiedy ledwo już stoją na nogach, Bono zdecydowanie należy do grupy 2,  trzeba to sprawdzić osobiście, najlepiej robiąc psu jeden tydzień ze wzmożoną aktywnością i jeden praktycznie wcale bez niej (zapisujcie każdy napad lęków i porównajcie wyniki ;) )
6.Odwrażliwianie w zaciszu domu, to również ważna sprawa. Możemy nagrać odgłosy, których pies się boi i włączać je w domu, początkowo cicho, nagradzając za brak lęku potem coraz głośniej. U nas jednak nie działa to zupełnie, odwrażliwiam więc  straszne dźwięki, które faktycznie występują, a nie są tylko nagrane takie jak przebity balon czy, upadające łyżki.
7.Dzielni psi przyjaciele, to zawsze dobry pomysł. Bono dużo lepiej czuję się w stadzie, pewnych siebie psów, które mają głęboko gdzieś huki, czy innych ludzi. Warto więc organizować takie spacery i pozwolić innym psom odwalić za nas trochę roboty.
8.Chwal, nie krzycz. Kiedy nasz pies wpadnie już w panikę zazwyczaj jest jest już za późno na cokolwiek, u nas po roku pracy w takim momencie jestem już w stanie przenieść uwagę Bona na siebie i zabrać go z całej sytuacji, ale to zajęło nam rok... więc co robić ? Chwalić za wszystko za to, że popatrzył na was, za to że przeszedł koło śmietnika i za to,że wszedł na ławkę w parku, albo za to, że pomimo strachu próbuje jeść trawkę, a nie zwiewać (to różne postawy w odpowiedzi na strach, zawsze lepsza jest ta, kiedy pies próbuje sobie poradzić, ze stresem, a nie uciekać), a kiedy już spanikuje wydaj neutralny odgłos (u nas cmoknięcie, warunkowane w taki sam sposób jak kliker) i zabierz psa z sytuacji.
9.Samokontrola na wszystko. Kiedy wasz pies nauczy się wychodzić za drzwi dopiero na komendę, kiedy siedzi pomimo iż inne pieski biegają, kiedy nauczy się panować nad bardzo wysokimi emocjami, to czy nie łatwiej będzie mu zapanować nad lękiem ?
10.Posiłki częste i regularne, mówiłam już o rutynie, ale to szalenie ważne, dwa posiłki to absolutne minimum (u nas są 3 i smaczki pomiędzy), dzięki temu utrzymujemy odpowiedni poziom cukru we krwi.
11.Zawsze kiedy wasz pies się wystraszy, postarajcie się być ponad to, chociaż doskonale wiem jak ciężko jest i jak zaczyna się nienawidzić Pana który trzepie dywan i dzieci, które krzyczą i robotników... to właśnie bardzo ważne, żeby mimo wszystko nie pokazać psu, że robią oni na nas jakiekolwiek wrażenie. Często zaczynamy się stresować wcześniej niż nasz pies i pokazujemy mu w ten sposób, że to nie tylko jego imaginacja, ale faktyczne niebezpieczeństwo. NIE RÓB TEGO, u mnie pomogły słuchawki (dla większości totalny idiotyzm bo przecież powinniśmy być z psem w stu procentach i go wspierać na spacerach, ale ja automatycznie już widząc dziecko skracałam smycz i zaczynałam iść w drugą stronę, w słuchawkach ja nie zwracam uwagi na wiele rzeczy, a Bono często idzie w moje ślady).
12.Czasami jedyne co możemy zrobić to dać naszemu psu czas... Ja wiedziałam to od początku, jednak dla mnie ten ,,czas'' to było ,,na pewno za trzy miesiące się przyzwyczai i ogarnie'', a ten ,,czas'' to często i 10 lat... Pozwól mu powoli poznawać i nie wrzucaj go w zbyt ciężkie dla niego warunki, cieszcie się małymi sukcesami, a te większe przyjdą w odpowiednim czasie.
13.Pokaż, że można ci ufać. Kiedy twój pies się czegoś boi, pozwól mu się wycofać, a nie zmuszaj do konfrontacji. Możesz też sam podchodzić do przedmiotów, które przerastają twojego psa i pokazywać, że to nic takiego. Kiedy idziecie obok psa, odgródź twojego od niego ciałem pokaż, że to ty go obronisz, on nie musi tego robić. Jeśli twój pies lubi się przytulać, można w momencie strachu po prostu kucnąć i pozwolić mu wcisnąć się w ciebie tworząc swego rodzaju budkę.
14.Daj pracę, każdy pies powinien móc robić coś co sprawia mu przyjemność i to powinniśmy zapewnić psu bez względu, czy jest bojaźliwy czy nie, natomiast dla tych pierwszych jest kilka, które szczególnie pomagają. Tropienie, nose work, kształtowanie, IPO i prace naturalne dla rasy (u nas np. pasterstwo), ale jeśli nic z tych nam nie odpowiada to każdy sport, mądrze prowadzony będzie ok, OBI uczy psa panowania nad emocjami w różnych sytuacjach, frisbee zacieśnia więzi i pokazuje motywacje, agility pomaga panować nad emocjami nawet przy dużych prędkościach... cokolwiek, byle z głową.

Post będę rozszerzać i uzupełniać, kilka metod wciąż są u nas w fazie testów i na pewno napiszę o nich jak tylko zobaczę pierwsze efekty, lub ich brak. Jeśli twój pies należy do tych wyjątkowo lękliwych, trzymam za Was kciuki, to ciężka droga, jednak wierzę, że da się pokonać to co siedzi w głowie psa, ja wiem, że dzięki temu jaki jest Bono, nauczyłam się więcej niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić, że będę wiedzieć. A ludzie, którzy komentują zachowanie psów lękliwych zazwyczaj tak pochopnie, często nie mając o nich najmniejszego pojęcia...proszę, przestańcie. Lękliwość to jeden z największych problemów behawioralnych, jakie może mieć nasz zwierzak, a najgorsza jest nasza bezradność wobec jego lęku i konieczność obserwowania jak nie radzi sobie z codziennością, robiąc sobie ogromną krzywdę zarówno psychiczną jak i fizyczną.


ODWAGA TO PANOWANIE NAD STRACHEM, A NIE JEGO BRAK... cdn...

piątek, 2 grudnia 2016

Nasza owcza miłość.

Post, który najprawdopodobniej nikomu z was się nie przyda, a ja jestem ostatnią osobą, która powinna go napisać...ale mimo to mam olbrzymią ochotę, żeby podzielić się z wami moją miłością jaką pałam do owieczkowania. Dlaczego nie powinnam o tym pisać ? Bo dopiero kilkanaście razy tam byliśmy i nie jesteśmy ani trochę wybitnymi pasterzami, jednak mimo wszystko opowiem wam co tak na prawdę mnie w nich urzekło.
Kiedy już jakiś czas temu postanowiłam wybrać się z pół rocznym Bonaniaszkiem na pasienie, byłam bardzo zestresowana, właściwie nie spodziewałam się niczego, byłam przekonana, że przestraszy się i ucieknie gdzie pieprz rośnie. Umówiłyśmy się z Patrycją w Krakowie i ruszyłyśmy busem do Elwiry. Około 10 dotarłyśmy na miejsce i obu naszym borderkom zaświeciły się oczy, nie trzeba było nam żadnych nagród czy motywatorów, wystarczyło odpiąć smycz, a młody dokładnie wiedział co robić (no może nie tak do końca, ale z całą pewnością znacznie lepiej odnalazł się niż ja.) Niesamowite podniecenie, szczęście i zaganianie owieczek, tylko po to żeby za chwile wszystkie rozgonić po całym polu. Praca na pełnych obrotach, do momentu kiedy nie został złapany i poinformowany, że czas na przerwę...a przerwy wcale jakby nie były potrzebne, gdyby tylko nóżki się tak nie uginały pod ciężarem zmęczonego ciałka, Bono byłby gotowy by na nowo stać się pastuszkiem. To był niesamowity dzień, a moje szczęście dopełniało niesamowite towarzystwo, bo pasiemy w najlepszym miejscu na ziemi mianowicie w Chilabo. Kocham tą wieś, spokój tam panujący, ludzi których można tam poznać, atmosferę, owieczki i te niekończące się psie tematy.  Zaczęliśmy się tam pojawiać coraz częściej, powoli zaczynaliśmy kształtować i ukierunkowywać instynkt Bono, tak żeby owce na mnie nie wpadały i wszystko nabrało odpowiedniego kształtu, a trzeba powiedzieć, że nie było to najłatwiejsze, bo kiedy są owce to nie liczy się nic, ani to że mama krzyczy, ani to że ktoś macha obok kijem, on przecież doskonale wie co ma robić. Nasze przyjazdy nie były jednak tak regularne jak bym chciała i dalej tak niestety jest (chociaż staram się to zmienić), a to tylko dlatego, że dzieli nas od nich 3 godziny jazdy i przesiadki, ale warto... kiedy widzę jak bardzo mój pies jest szczęśliwy, kiedy jest dokładnie w tym miejscu gdzie czuje się najlepiej, kiedy uśmiech nie schodzi mu z pyska nie mam co do tego, żadnych wątpliwości. A jak owce przekładają się na nasze życie codzienne ? Po pierwsze znacznie (!) ułatwiły mi opanowanie zaganiania samochodów, kiedy chodziliśmy też trochę regularniej widziałam znaczący wzrost pewności siebie u Bono, pokazały mi też dużo jeśli chodzi o naszą komunikacje, na owcach doskonale widać co go pobudza, a co wycisza, jak mówić, co mówić i kiedy mówić.
Jeśli jesteś właścicielem psa pasterskiego, to z całego serca polecam wybranie się na owce, chociaż by po to żeby zobaczyć jak stado kudłatych stworzeń może zmienić twojego psa. Teraz czas się spakować, bo jutro o 6 wyruszamy do naszych owieczek. Do usłyszenia :)

czwartek, 1 grudnia 2016

Trudna sztuka aportowania.

Każdy, kto nie miał tyle szczęścia by przywieźć z hodowli szczeniaczka z wrodzonym aportem, wie jak ciężko nauczyć tego swojego psa. U nas też był to problem przez na prawdę długi czas, jak więc udało nam się w końcu wypracować na prawdę ładne przynoszenie ? Otóż u nas była to metoda prób i błędów, a ostatecznie zadziałało połączenie tego wszystkiego w jedno. Oto kilka rad, które mogą się wam przydać.
1.Po pierwsze warto zacząć pracę ,,od końca'', nie rzucaj od razu psu zabawki na 10 metrów, bo szansa, na to że odzyskasz ją z powrotem jest dość mała. Zacznij od bardzo mocnego utrwalenia w głowie twojego psa, że najlepsza zabawa jest bardzo blisko ciebie. Najlepiej najpierw dużo czasu poświęć na szarpanie, w momencie kiedy pozwalasz wygrać swojemu psu odsuń się o kilka kroków i bardzo entuzjastycznie przywołaj go do siebie, jak tylko pies zacznie podążać w twoją stronę zacznij nagradzać go głosem, a kiedy już zabawka będzie praktycznie w twoich rękach na nowo zacznij z nim szarpanie. Dopiero kiedy pies będzie wręcz wpychać ci jego ukochany szarpak, spróbuj wyrzucić mu ja blisko ciebie i zrób to samo co robiłeś przedtem.
2.Dla wyjątkowo opornych, warto zaczepić linkę. Jeśli wasz pies ma już bardo mocno zakodowane w głowie, że z zabawką warto uciekać to dobrym sposobem będzie przypiąć mu linkę i kiedy będzie znowu chcieć zwiać ze swoją zdobyczą ograniczyć mu ucieczkę, a nawet delikatnie nakierować linką w swoją stronę. Ważne tylko, żebyś nie zmuszał psa do oddania zabawki na zasadzie dociągnięcia go do siebie, bo to da dokładnie przeciwny rezultat.
3. To, że psa nie wolno gonić wie chyba każdy, ale ile z nas pamięta w zabawie, żeby nie wywierać na psie zbytniej presji. Kiedy pies jest już bardzo blisko pochylamy się nad nim i wyciągamy rękę tak daleko jak tylko możemy, żeby tylko jak najszybciej zabrać zdobycz i nie pozwolić burkowi znowu z nią zwiać, ale to też nie najlepszy pomysł, zdecydowanie lepiej jeśli nasz pies waha się czy jest sens oddać nam zabawkę odsunąć się szybkim krokiem jeszcze kawałek, żeby sprowokować go do gonitwy za nami.
4.Krótkie sesje, są zbawienne. Kiedy przez godzinę rzucamy psu piłki, w pewnym momencie aport się zwolni,a bardzo prawdopodobne też, że pies zacznie kombinować i uciekać, nie dlatego że nie rozumie czego od niego chcemy, ale dlatego że jest po prostu zmęczony. Na samym początku warto rzucić psu jedną zabawkę, a jak tylko pies ją przyniesie, rzucić drugą (taką samą, albo jeszcze fajniejszą) i wydać komendę, która poinformuje psa, że to koniec zabawy.
5.Nie zabieraj. Kiedy zakończysz zabawę ze swoim psem, zostaw mu zabawkę, którą się bawiliście i zabierz dopiero kiedy zwierzak przestanie się nią interesować. W ten sposób zapewniasz swojego psa, o tym, że nie musi się martwić bo na koniec i tak dostanie zabawkę.
6.Pochowaj zabawki w domu. Dostęp do zabawek, często uczy psy, że zabawa sam ze sobą też jest świetna i wcale nie potrzebują właściciela, a co za tym idzie zupełnie bezsensownym jest oddawanie mu swoich łupów.
7.Pozwól psu na decyzje. Jeśli nic nie działa, możecie też spróbować po prostu nic nie robić. Absolutnie serio, wyrzuć zabawkę i stój, kiedy pies po nią po biegnie czekamy, a jak tylko pies wypuści ją z pyska (nie ważne gdzie, tym będziemy martwić się potem), pochwal go lub kliknij i wyrzuć drugą. Kiedy pies będzie już pluł bardzo szybko , klikaj/chwal/rzucaj tylko kiedy piłka będzie blisko ciebie.
8.Dynamika. Kolejna metoda to, wyrzut jednej zabawki i gdy tylko pies do niej dobiegnie rozpoczyna się nasz szalony bieg w drugą stronę, a gdy burek nas już dogania wyciągamy drugą zabawkę i zachęcamy go do zamiany.
9. Upewnij się, że twój pies lubi się z tobą bawić. Warto też przyjrzeć się sposobowi w jaki szarpiemy się z psem, jeśli pies nie chętnie się z nami bawi to czas popracować nad motywacją (ale to temat na osobny wpis)
10.Baw się dobrze i panuj nad emocjami. Kiedy zaczynasz się denerwować i coraz mniej miło wołasz psa, warto skończyć zabawę, bo kto chciał by się podzielić swoim łupem z kimś kto zaraz wybuchnie ze złości, to tylko bez sensu tworzy psu negatywne skojarzenia z Tobą.
 U nas połączenie tego wszystkiego zadziałało, a jakie wy macie sposoby na aport ? :)

środa, 29 czerwca 2016

Seminarium z Paulą Gumińską

W weekend byliśmy na pierwszym w życiu Bono seminarium, które odbywało się w Tarnowie więc już sam dojazd był niezłą przygodą dwa autobusy, bus, drugi bus i na koniec taxi, sama miałam dość, ale Bono wszystko bardzo dzielnie zniósł, po prostu większość drogi przesypiając.
zdj.Apetyt na Psa

Zaraz po przyjeździe zameldowaliśmy się w domku, w którym nocowaliśmy. Zostawiliśmy swoje rzeczy i czekaliśmy na resztę. Potem wszyscy ruszyliśmy na pole gdzie odbywały się treningi. I tu pojawił się pierwszy problem, zaraz obok były konie odgrodzone jedynie pastuchem. Mój niezwykle dzielny bordeł postanowił więc, że najważniejszym jego zadaniem będzie te konie śmiertelnie wystraszyć i nie pozwalać im wychodzić spod dachu, a krócej mówiąc po prostu dość mocno się ich przestraszył. Byłam przekonana, że na naszym pokazowym wejściu nic przez nie nie zrobi, jednak udało mi się go na sobie skupić i na prawdę nie wyszło, aż tak źle. Po tym jak każdy pokazał już co robi ze swoim psem, wróciliśmy do domku i w chłodzie omówiliśmy błędy każdego z osobna. Następnie obiad, na którym bardzo podobało mi się opanowanie futrzaka.

Potem wróciliśmy na pole i wspólnie ćwiczyliśmy rzuty, Bono zamknięty w klatce na początku nie był zachwycony, ale potem było stopniowo coraz lepiej, a około 15 rozpoczęły się sesje indywidualne, my ćwiczyliśmy aporty (w dużym rozproszeniu koni)
Popołudniu wybraliśmy się na spacer, po łąkach,a potem ruszyłyśmy w kierunku lasu i tutaj niestety wkroczył największy z psich domowników i właściwie bez ostrzeżenia rzucił się na Bonaniasza, różnica wielkości była tak olbrzymia że nie miał żadnych szans, a ja starałam się jakkolwiek ich rozdzielić, a tak na prawdę zdjąć tamtego ze skulonego Bono, całe szczęście po kilku minutach na prawdę ostrej walki przyszli właściciele i psa zabrali... Bono na całe szczęście wyszedł z tego bez draśnięcia ( na prawdę nie mam pojęcia jak) u mnie zostały 4 głęboko wbite kły i kilkanaście delikatniejszych, do tego masa zadrapań i siniaków... teraz niestety trzeba odbudować zaufanie Bono do dużych psów, ale nie jest najgorzej i mam nadzieję, że dość szybko się z tym uwiniemy.
Pierwszą noc poza domem Bono przespał bardzo ładnie, pomimo niesamowitego upału. Następnego dnia, każdy z nas miał dwa wejścia indywidualne, na których my dalej piłowaliśmy aport, a także krótką lekcje rzucania dyskami. Popołudniu przyszła burza i zakłóciła zajęcia, ale dość szybko przeszła i wróciliśmy na pole, zaliczyliśmy swoją kolej i musieliśmy wracać do domu, wymęczeni znowu mieliśmy przed sobą długą podróż, ale daliśmy radkę.
Podsumowując całe seminarium, było niesamowite, bardzo emocjonujące i pouczające. Ogromna ilość wiedzy przekazana przez Paulę i odpowiedź na każde pytanie, wracamy z głowami pełnymi wiedzy i zabieramy się do pracy.




wtorek, 21 czerwca 2016

Liebster Blog Awards i nominacja wszystkich maniaków psich akcesoriów

Nominacje do Liebster Blog Awards otrzymaliśmy już bardzo dawno temu, ale nie potrafiłam się z tym zebrać, a że teraz obiecałam sobie min. 2 posty w tygodniu to i na ten przyszedł czas :) A co to właściwie jest ? :
Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym, np. na FB) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie możesz nominować bloga, który Cię nominował. Nas nominował Syriusz, Chrupek i Misza. A więc zaczynajmy :) 

1.Ulubiona zabawka twojego psa
Jeśli chodzi o Brutusa to jest to pies, który zabawkami gardzi... no może poza tymi w których jest ukryte jedzonko, a najfajniej jak jeszcze można przy tym pomyśleć więc zabawka na inteligencje z TRIXIE, jeśli chodzi o Bono to może bawić się absolutnie wszystkim, ale hitem hitów jest KONG squeez ball. 

2.Sposób na deszczowy dzień spędzony z psem:
U nas niczym się one nie różnią od tych nie deszczowych, a od kiedy jest u nas Bono to kocham te dni jeszcze bardziej... puste uliczki, zero wrzasku, ludzi, natrętnych psów i kałuże, w których można skakać do woli, bo nikomu to nie przeszkadza 

3.Sztuczka, której chcesz nauczyć swojego psa, ale wam nie wychodzi
U Bru jest to może nie tyle sztuczka, chociaż w pewnym sensie tak, mianowicie mowa o aporcie. Nie chodzi tu o zabawę, co zwykły formalny aport... zdecydowanie cel na wakacje. U Bono suseł, ale to ponieważ jest jeszcze bardzo młody zbytnio mi nie przeszkadza i po prostu robimy mięśnie, a kiedyś się uda.

4.Ulubiona miejscówka na psie spacery ? 
Zdecydowanie, pola łąki i lasy, a gdyby było tam jeszcze jeziorko... Takich odludnych miejsc jest u nas bardzo mało, więc szczególnie je doceniamy.

5.Co sądzisz o grupowych spacerach z psami ?
Jeśli są to psy jak i właściciele, których znamy i możemy być pewni, że to istoty myślące i dobrze wychowane to czemu nie ? Sami często na takowych bywamy, a nawet je organizujemy. Zdecydowanie przeciwna jestem jednak np. wybiegom 

6.Gdzie zazwyczaj kupujesz akcesoria dla psa ?
WSZĘDZIE, stacjonarnie najczęściej wybieram Karuska i TK-MAXX, ale też przeróżne zoologiczne czy zwykłe hipermarkety. Jeśli jedziemy na jakieś zawody lub wystawę, również nie zdarza mi się wracać z pustymi rękami. W internecie często kupuje rzeczy używane od innych psiarzy, lub wybieram Zooplus, Toys4Dogs czy Tricky Pick, a także wiele innych w zależności od okazji i potrzebnych mi rzeczy.

7.Ulubiona firma produkująca psie artykuły to ?
Chuck it, kocham i uwielbiam, ale też Kong i RAUKI , a jeśli chodzi o akcesoria spacerowe to Hurrta zdecydowanie

8.Ulubiona dyscyplina psich sportów, dlaczego akurat ta?
Znowu nie potrafię wybrać tylko jednej, natomiast jeśli bym musiała to chyba dog frisbee. Pomimo iż wciąż bardzo słabo rzucam, a Bono dopiero łapie swoje pierwsze rzuty (z powodu wieku, ale jestem dumna bo wygląda to mega obiecująco). Czemu akurat ten ? Wygląda to niesamowicie pięknie, daje bardzo dużo swobody zawodnikom, a także żeby zacząć wcale nie jest nam potrzebny drogi sprzęt, czy nawet pies. Absolutnie zakochana jestem też w agility i owcach.

9.Ile czasu zwykle zajmuje Ci pisanie posta na blogu ?
Samo pisanie około dwóch godzin, ale dochodzi do tego robienie zdjęć, wymyślanie pomysłu i ogarnięcie swojego wewnętrznego ,,nie chce mi się''.

10.Najlepsze wspomnienie z psem ?
To chyba moment odebrania chłopców i przywiezienie ich do domu. Bo wszystko zawsze zaczyna się od tego :)

11.Ulubione psie bloogi
-http://myheartchakra.pl/
-http://fastncrazy.blogspot.com/
Dwa najukochańsze ;) 

OK, teraz czas na moje nominacje i pytania, ale... po 30 minutach szukania jeszcze nie nominowanych blogów i pytań, które jeszcze nie padły postanowiłam nieco zmienić zasady ;) Zapraszam do odpowiedzenia na pytania każdego kto tylko będzie miał ochotę, a w szczególności wszystkich maniaków psich akcesoriów ! Proszę też o oznaczanie mnie,bo chętnie poczytam wasze odpowiedzi, możecie też oczywiście pytania kopiować i odpowiadać na fp

1.Ulubiona zabawka twojego psa/psów?
2.Najdroższa rzecz jaką kupiłeś swojemu psu, dlaczego się na to zdecydowałeś ?
3.Największy bubbel w twojej psiej szafie to ?
4.Jak wygląda u ciebie organizacja psich akcesoriów ?
5.Czy i gdzie kiedykolwiek zgubiłeś cokolwiek twojego psa ?
6.Najbardziej przydatny zakup w waszym życiu ?
7.Czy kiedykolwiek zrobiłeś coś DIY dla swojego zwierza i co to było ?
8.Gdybyś był hodowcą jak wyglądała by twoja wyprawka dla szczeniaków (bez ograniczeń finansowych)
9.Ulubione jedzonko i karma ?
10.Z jakiego zakupu jesteś najbardziej zadowolony ?
11.Co znajduje się na twojej liście ,,chce to mieć''' ?
12.W jakich miejscach najchętniej robisz zakupy ?
13.Co udało Ci się kupić w najbardziej okazyjnej cenie ? 
14.Gdyby znikły wszystkie twoje psie rzeczy i mógł byś kupić tylko 5 co to by było ?
15.Jak wygląda wasze must take na wszelkie wyprawy wakacyjne ? 
16.Ulubione psie firmy, dlaczego akurat te ?

To by było na tyle, teraz zakasać rękawy i do roboty ;) jeśli nie masz bloga, ani fp. możesz odpowiedzieć na pytania w komentarzu pod postem.




sobota, 21 maja 2016

dwa psy w jednym mieszkaniu

Kiedy Brutus miał pięć lat zamarzył mi się drugi pies, jednak cały czas z tyłu głowy miałam jego agresywne zachowanie w stosunku do samców. Zaczęliśmy więc długi proces uczenia go jak dogadywać się z innymi przedstawicielami swojego gatunku. Dwa lata potem zaczęły się już coraz częstsze spotkania w dużych grupach i... nagle po prostu coś przeskoczyło w jego główce, nigdy więcej sam z siebie nie zaczął sporu, bardzo dumna zaczęłam wprowadzać psy na dom tymczasowy czy w odwiedzinach do naszego domu, również całkiem szybko przekonał się, że musi być grzeczny bo ja nie akceptuje jego powarkiwań. Kiedy decyzja o drugim psie została już oficjalnie podjęta, mimo wszystko bałam się, że będzie zazdrosny,wycofa się, albo maluch będzie go bardzo męczył co wywoła w nim na nowo agresje. Bono kiedy do nas przyjechał miał ponad pięć miesięcy, chłopcy poznali się na spacerku i od razu Bru bardzo mocno zaznaczył, że nie życzy sobie żadnego nadmiernego kontaktu. Po wejściu do domu poza kilkoma spontanicznymi próbami zabawy ze strony Bono, chłopcy zupełnie się ignorowali, kilka razy musiałam oddzielić Bono kiedy nie odpuszczał po moim ,,STOP'' i szybko nauczył się nie męczyć Bru. Mój wspaniały pierworodny natomiast zupełnie nie zaczepiał malucha, ani nie bronił terytorium lub jedzonka. 
pierwszy dzień razem 

Co się zmieniło u Bru ?
Po pierwsze motywacja, chodziliśmy na różne zajęcia, przepracowaliśmy miliony sposobów i słuchaliśmy wielu mądrych głów, ale dopiero pojawienie się Bono wyniosło maluszka na wyżyny swoich możliwości... i bardzo często lepiej pracuje mi się z nim niż ze szczeniakiem. Znacznie lepsze odwołanie (chyba już nic więcej nie mogę oczekiwać, jest perfekcyjnie). ,,Kochaj mnieee'' czyli po wielu latach nareszcie razem śpimy, przytulamy się z jego inicjatywy i dogadujemy się bez słów. Koniec z wybrzydzaniem, sztuczkowanie na karmę, jedzenie tabletek i syropków z wielkim smakiem. Zabawa- Bono jest jedynym psem z jakim kundel kiedykolwiek się bawił, jest to niesamowite ! Znacznie mniej presji, borderro przejeło rolę przywódcy stada, Bru czuje się z tym świetnie. Sztuczek praktycznie go nie uczę, wystarczy że przyjrzy się młodszemu bratu i spokojnie je powtarza... nawet te, których nienawidził ;) 
Co daje Bonaniaszkowi posiadanie brata ?
Pewność siebie- zdecydowanie stabilności i braku reakcji na całe zło może się od staruszka uczyć. Dużo delikatności, to chyba oczywiste. Ochota do pracy, znacznie łatwiej mu się najarać kiedy w okolicach jest Bru. Umiejętność wyciszania się, razem znacznie łatwiej spać nawet w tramwaju, ,,skoro mówi, że bezpiecznie to co ja się będę stresować''.
Co daje mi ?
Posiadanie dwóch psów tak różnych od siebie na początku zupełnie mnie przerosło, potrzebowałam dwóch tygodni żeby to wszystko ogarnąć:spalanie misek, 8 spacerów, treningi, oddzielne mizianie, naprawianie Bono i nie psucie Bru no i szkoła. A co chwilę wyskakiwało coś nowego. Na początku to nie miało nóg i rąk, musiałam wziąć głęboki wdech i powoli odnaleźć się w tej sytuacji. A organizacja wciąż kuleje, ale na prawdę bardzo się staram ;) Dostałam dwa razy tyle miłości, smutku, wydatków, stresu, szczęścia i spełnienia.

Czasami bardzo ciężko dogodzić obu, szczególnie ilość spacerów i treningów bywa dla mnie ciężka. Ale myślę, że cała nasza trójka znacznie więcej zyskuje niż traci na obecnej sytuacji, a ja nie zmieniła bym absolutnie niczego. Jest doskonale !



niedziela, 15 maja 2016

8 miesięcy Bono, jak z naszym planem zmian.

Właśnie dziś mija osiem miesięcy od dnia kiedy największy nerwus świata przyszedł na świat. Bono jest z nami prawie trzy miesiące (a ja czuję jak by był od zawsze) i chociaż powinnam napisać, że minęło to niezwykle szybko to tak nie jest. Wczoraj Byliśmy na Krakowskim Pikniku Zwierzaka i spotkaliśmy sunie bc, którą właściciele tydzień temu wzięli z farmy gdzie nie miała żadnego socjalu, gdy ją zobaczyłam skuloną wciskającą się do auta, zupełnie wyłączoną przerażoną tym co dzieję się wokół przed oczami stanął mi Bono z przed trzech miesięcy i aż przeszły mnie ciarki (właścicielom życzę duuuużo cierpliwości i jak najszybszych zmian na lepsze, chociaż będzie cholernie ciężko, (sama coś o tym wiem) to dacie radę !). Przez ten czas to była nieustanna wojna, masa łez i wspólnych kłótni. Nie było tak kolorowo jak myślałam, że będzie z moim małym papisiem, ale powoli daliśmy radę ! Ostateczny test Bono zdał wczoraj, kiedy przy głośnej muzyce, ludziach, psach, tramwajach i wielu innych swobodnie przyjmował ode mnie jedzonko, bawił się i drzemał. Przed nami wciąż masa pracy, ale idziemy powoli do przodu i nareszcie się rozumiemy, a nasze relacje są szczere i partnerskie, życie z nim przestaję być wojną, a zaczyna być prawdziwą przyjemnością. Kilka dni temu rozmawiałam z osóbką, która też adoptowała psa z borderowym charakterem i doszłyśmy do wniosku, że to nie są zdecydowanie adopcje do których kogokolwiek powinno się namawiać, bo gdybyśmy wiedziały co będziemy musiały z nimi przejść, bardzo ciężko było by się jeszcze raz na nie zdecydować (och...o ile łatwiej było by kupić dwu miesięcznego psa z czystą kartą), a trzeba wspomnieć że byłyśmy na wiele przygotowane, a jak ma sobie poradzić mainstreamowy człowieczek chcący po prostu psa do dużej ilości ruchu bez większej wiedzy i chęci jej rozwijania ? Myślę, że szybko skończyło by się na oddaniu psa skąd przybył. Do tego dochodzą jeszcze oskarżenia, hejty i pretensje od ludzi, których nie znam...nie mam pojęcia kim są i chyba... nie chcę wiedzieć... Chociaż na prawdę słowa potrafią zaboleć to uczę się nimi nie przejmować, a na pewno nie tymi które płyną od ludzi, nic dla mnie nie znaczących. No, dobra... Koniec narzekania (wszyscy robią wielkie ,,ufff...nareszcie'' :P), bo każdy z nas dostaję dokładnie takiego psa jakiego potrzebował i to one wybierają nas, nigdy odwrotnie, a to czego nauczył mnie Bonaniasz zmieniło moje poglądy na temat psiego świata o 180 stopni. 


Jaki jest mój maluszek-geniuszek ? Uparty, wiecznie gotowy do działania, mądry, sprytny (czasami znacznie bardziej niż ja), bardzo szybki i przy tym nie cierpliwy, negatywnie nastawiony do nowości, ale wystarczy chwila zachęty i zakochuje się bez reszty (czy to w ludziach, zwierzętach czy nowych sportach lub miejscach), zakręcony (wszystko na raz już teraz, zupełnie wypalając energię w czasie pięciu minut treningu), empatyczny (codziennie rano i wieczorem przychodzi się poprzytulać, kiedy coś zrobi do końca dnia chodzi za mną i przeprasza, jeśli widzi że nie jestem w stanie się nim zająć spokojnie kładzie się i odpuszcza), ciamajdowaty (chyba nikt nie potrafi biec po trawie do piłki, która sobie leży bez ruchu, a po drodze wywalić się i kuleć prze następną godzinę). 
Jeśli chodzi o nasz projekt to z dumą oznajmiam, że udało się chyba wszystko:
1.Motywacja-jest dobrze, a nawet bardzo. Skupienie na zabawki mamy praktycznie zawsze i wszędzie, jedzenie też jest coraz fajniejsze (spalanie miski sprawdza się świetnie)
2.Socjal- to co było, a to co jest to niebo,a ziemia. Wiadomo socjalizacja trwa całe życie, ale sama reakcja Bono na rzecz, których się przestraszy (wraca do mnie i czeka na moje decyzje) jest sukcesem !
3.Aport, był potem go nie było... teraz znowu jest, a ja wiem jakie błędy robiłam i czemu sobie poszedł więc mam nadzieję, że tego znowu nie zepsuje i będzie dobrze ;)
4.Odwoływalność- poświęcamy mu jakieś 70% dziennej dawki karmy i jest na prawdę dobrze. Wciąż, moje zaufanie do niego jest na tyle małe, że spuszczam go bardzo rzadko... ale jestem przekonana, że kiedy zdecyduję się odpiąć smycz wróci po zawołaniu.
5.Owieczki-byliśmy i zamierzamy być jak najczęściej, Bono był niesamowicie szczęśliwy dzięki nim i na prawdę widać było, że to coś co kocha...a jego zaganianie w mieście po prostu ZNIKŁO.
6.Barf.... na razie rezygnujemy, bo na karmie wysokiej jakości nie wiele traci w kwestii zdrowia, a BARF zbyt dużo zabiera nam z motywacji
7.Budowanie więzi- jak już wspominałam jest genialnie. Nareszcie... 
8.Shizy... zostało ich bardzo nie wiele i pojawiają się w nielicznych sytuacjach, więc pracujemy... ale jest duży postęp
9.Sztuczki, chyba udało się nawet więcej niż 10, chociaż szczególnie się na tym nie skupialiśmy

Czy adoptowała bym Bono jeszcze raz ? Nie wiem, na szczęście nigdy tej decyzji nie będę musiała podejmować. Bonaniaszku kocham Cię całym serduszkiem, zmieniłeś w moim życiu wszystko, zupełnie przewartościowałeś moje myślenie i dałeś mi poznać niesamowitych ludzi... Każdy dzień z tobą to niesamowita przygoda... po prostu BĄDŹ...